STRONA GŁÓWNA
WSTĘP
BILET
PIERWSZY SZOK
SZKÓŁKA
NOWA JEDNOSTKA
STAROŚĆ TO RADOŚĆ
OSTATNIE DNI
PODSUMOWANIE
ZDJĘCIA
SŁOWNICZEK
INSYGNIA WŁADZY
REGULAMIN
PORADNIK
JAK ZROBIĆ ?
GDZIE KUPIĆ ?
HUMOR
FILM
KSIĄŻKI
FORUM DYSKUSYJNE
KSIĘGA GOŚCI
STRONA AUTORA
CIEKAWE STRONY
E-MAIL



Ostatnie dni

Teraz rozpoczęło się końcowe odliczanie. Cały czas wszyscy oczekiwali tego upragnionego dnia. Jednocześnie nie wierząc w to, że nastąpi on już za kilka dni. Sam miałem wrażenie, że to był piękny sen i obudzę się na szkółce.

Dowódca zadecydował, że cała Jesień jedzie do domu na ostanie dni. Bał się prawdopodobnie pijackich libacji i zniszczeń na kompanii.

Po przepustce wróciłem 27 stycznia, czyli dzień przed wyjściem do cywila. Wieczorem zorganizowaliśmy wieczorek pożegnalny. Zakupiliśmy odpowiednią ilość alkoholu i siedzieliśmy tak sącząc po trochu do późnych godzin nocnych. W dzień ten przyszedł na kompanię nasz misiek. Miał trochę szczęścia bo załapał się na pożegnanie. W imprezie brała udział tylko Jesień 95 i jeden misiek z Jesieni 96. Opowiedzieliśmy mu jak się sprawy mają na kompanii i upiliśmy się do nieprzytomności. Rano wstaliśmy z wielkim trudem, ale wiedzieliśmy że jest to ostatnia pobudka. Przed obiadem załatwiliśmy ostatnie sprawy, takie jak rozliczenie się z szefem kompanii, rozliczenie się z magazynem mundurowym, wizyta pożegnalna u dowódcy kompanii i kilka piwek w klubie garnizonowym.

Udaliśmy się na ostatni obiad i po nim pozostało tylko dopełnienie jednej formalności. Wypowiedzenie kilku zdań na które czekało się tak długo:

"Za obiadek dziękujemy,
A następny w domu zjemy.
Koniec MONu, koniec fali,
Już nie będą nas jebali.
zero-zero-zero - CYWIL"

Po recytacji dał się słyszeć potężny huk. To my, ostatni raz przybiliśmy, tym razem jednak tacami w stół.

Na stołówce obecny był oficer dyżurny. Obserwowałem tego człowieka podczas recytacji. Jego twarz zmieniała kolory ze złości, piana wylewała mu się na pysk. Wiedział biedak, że nic nie zrobi, a krew go zalewała kiedy widział naszą radość. Słychać było rozmowę innych trepów obecnych na miejscu. Mówili, że jeszcze jesteśmy żołnierzami i powinniśmy się jakoś zachowywać. Ale nas to nie ruszało. Nawet gdyby na obiedzie był obecny sam gen. Rokossowski to wypowiedzieli byśmy te kilka magicznych zdań i przybili byśmy tacami w stół.

Po południu czekaliśmy tylko na książeczki wojskowe i transport na dworzec. Dopełniliśmy w tym czasie ostatniej tradycji. Zrobiliśmy kompletną demolkę na salach żołnierskich, połączoną z wymalowaniem na ścianach pastą do butów, kremem do rąk i czym tylko się dało napisów w stylu: "Jesień'95; 0 0 0 CYWIL" itp. Pokoje po naszej interwencji wyglądały jak po bombardowaniu. Na koniec szef sprawił nam miłą niespodziankę. Zapomniał biedak zamknąć okna do swojej pakamery. Cóż nam pozostało, wrzuciliśmy biedakowi trochę mamony (kilkadziesiąt monet małego kalibru) i ku uciesze wszystkich również świeży kał który kolega właśnie wystękał do torebki (po nocy w dobrze ogrzanym pomieszczeniu musiała tam być niezbyt przyjemna atmosfera).

Ok. godziny 17 przyjechał po nas autobus. Wyszliśmy przed kompanię. Odpompowaliśmy miesiące spędzone w wojsku i z piosenką na ustach wsiedliśmy do autobusu. Kierowca jeszcze przez ok. 15 minut nie ruszał ze względu na nasz głośny śpiew. Dopiero jak odśpiewaliśmy swoje, on ruszył i po dojechaniu na miejsce wysiedliśmy na dworcu.

W ten sposób zakończyła się moja "zabawa w wojsko".

W wojsku spędziłem dokładnie 448 dni. Od 7 listopada 1995 roku do 28 stycznia 1997 roku. Przeszedłem przez wszystkie szczeble hierarchii falowej. Byłem trzy razy na urlopie i na kilkunastu przepustkach. Dzisiaj jestem zadowolony, że mam to już za sobą i wiem że tamte dni już nigdy nie powrócą.

st.szer.rez. Paweł Mikołajczak


http://wesele.to2.plhttp://www.plock.info